Metry,
centymetry, milimetry… Wyciągam rękę. Tak jak poprzednio. Widzę
jego dłoń. Nasze palce zbliżają się do siebie. Splatają się w
miłosnym uścisku. Podchodzi do mnie. Moje oczy wędrują ku jego
tajemniczej twarzy. Spoglądam. Zapiera mi dech w piersiach. Mam
dreszcze. Ręce zaczynają mi się trząść… . Studiuję
jego twarz przez kilka sekund. Jest piękny, jakby inny. Wszystko
jest idealne. Ma cudowne oczy, które spoglądają na mnie z
wyjątkowo silnym uczuciem. Jak byśmy się znali od zawsze.
Wieczność. Zbliża się. Dzielą nas milimetry. Czuję jego oddech
na mojej twarzy. Dotyka ustami moich ust. Łączy nas coś
niezwykłego. Jego wargi napierają na moje z coraz większą siłą.
Czuję jakbym miała zaraz odlecieć. On przenosi swoje pocałunki w
kierunku mojej szyi. Wszystko jest piękne. Świat wiruje. Nagle
przelatuje mi przed oczami koszmarny obraz. Smak krwi. Ogromna ilość
krwi. Pocieram ręką szyję. Czuję jak wielkie krople skapują
powoli na ziemię. Podnoszę głowę. Widzę jego złowieszczą,
zadowoloną z siebie twarz. Ma ogromne, zakrwawione kły. Zło. Kręci
mi się w głowie. Osuwam się na podłogę. Otwieram ostatni raz
oczy i umieram… .
--------------------------------------------------------------------------------Milly xx
Matko, czemu tu wszyscy umierają? ♥
OdpowiedzUsuńCzytam dalej.