25 marca, 2014

KSIĘŻYC I WILKI

Starszy mężczyzna koło 60-tki wychodzi przed dom. Dookoła panuje ciemność. Na niebie nie ma nawet jednej gwiazdy. Księżyc już dawno schował się za chmury. Mężczyzna stoi w bezruchu i patrzy się przed siebie. W pewnym momencie odwraca się gwałtownie. Z oddali dobiega go przeraźliwe ujadanie. Słychać je coraz bliżej. Nagle w jego oczy wstępuje przerażenie. Zastyga w bezruchu. Zgraja wściekłych psów pędzi w jego stronę. Rzucają się na niego z impetem. Przewracają na ziemię. Błyszczącymi kłami rozszarpują mu ubrania. Wygryzają mu ostatki włosów z głowy. Po ziemi toczy się zakrwawione oko, które jeszcze przez chwilę obraca w przestrachu gałką. Warczenie zdziczałych psów miesza się z przeraźliwym wrzaskiem rozszarpywanego mężczyzny. Ostatni, decydujący ruch ma przywódca stada. Oddala się o parę metrów, po czym jak opętany wpada na ofiarę i wgryza mu się w klatkę piersiową. Człowiek dotąd walczący, broniący się do końca, wydaje z siebie ostatni jęk żalu po czym pada na ziemię śmiertelnie zmasakrowany. Nastaje głucha cisza. Nagle ciszę przerywa przeraźliwy ryk i z martwego ciała zaczyna uchodzić dusza. Unosi się przez chwilę nad ziemią. Zatacza okrąg i oddala się w stronę światła. Zaczynają zlatywać się sępy. Z zadowoleniem rozszarpują resztki ciała zamordowanego człowieka. Najedzone ptaszyska odlatują. Słychać jeszcze przez chwilę szelest ich skrzydeł na niebie. Znów nastaje martwa cisza. Nie ma już ani śladu masakry. Jedynie oko dalej spoczywa w tym samym miejscu. I powolutku kapią z niego łzy…
--------------------------------------------------------------------------------
                                                                                                               Milly xx

1 komentarz: