To był koszmar. Nigdy wcześniej tak bardzo się nie bałam. Nie
czegoś, nie kogoś. O kogoś. Bałam się o niego. Byłam
przerażona. Miałam przed oczami wszystkie chwile, które
spędziliśmy razem, wszystkie jego cudowne słowa, dotyk jego
ciepłych dłoni. Nie byłam na to gotowa. Nie byłam gotowa na to,
żeby się z nim żegnać. Jeszcze nie. Był jedynym światłem w
moim życiu. Był tym co trzymało mnie przy życiu. Gdyby nie on,
pewnie już dawno by mnie tu nie było. Umarłabym. Nawet jeśli nie
umarłabym fizycznie, moja dusza by przestała oddychać. To on mnie
wrócił do żywych, on pokazał mi jak się cieszyć drobnymi
chwilami, jak doceniać to co mamy. Przy nim czułam się tak jakby
mi niczego nie brakowało. Tak właśnie było. On wystarczył za
wszystkie pieniądze świata, za wszystkie piękne krajobrazy, za
wszystkich ludzi. To właśnie on był dla mnie wszystkim. A teraz
miałam go stracić. Nie potrafiłam niczym się zająć. Nie mogłam
siedzieć. Nie mogłam leżeć. Przede wszystkim nie mogłam myśleć.
Nie wiedziałam nawet gdzie go zabrali. Nikt nie chciał mi nic
powiedzieć. Przecież 'nie jesteś rodziną'. Dla mnie był więcej
niż rodziną. Ale oni wszyscy nie mogli tego rozumieć. Tak naprawdę
wcale ich za to nie winię. Pewnie żadne z nich nie przeżyło tego
co my. Nie wiedzieli co to dla mnie znaczyło. A dla mnie on był ważniejszy niż powietrze...
---------------------------------------------------------------------Milly xx.
Polecam: http://hypnnotist.blogspot.com/?m=1
OdpowiedzUsuńNie wiem czy znasz, ale ja go uwielbiam.