Starszy
mężczyzna koło 60-tki wychodzi przed dom. Dookoła panuje
ciemność. Na niebie nie ma nawet jednej gwiazdy. Księżyc już
dawno schował się za chmury. Mężczyzna stoi w bezruchu i patrzy
się przed siebie. W pewnym momencie odwraca się gwałtownie. Z
oddali dobiega go przeraźliwe ujadanie. Słychać je coraz bliżej.
Nagle w jego oczy wstępuje przerażenie. Zastyga w bezruchu. Zgraja
wściekłych psów pędzi w jego stronę. Rzucają się na niego z
impetem. Przewracają na ziemię. Błyszczącymi kłami rozszarpują
mu ubrania. Wygryzają mu ostatki włosów z głowy. Po ziemi toczy
się zakrwawione oko, które jeszcze przez chwilę obraca w
przestrachu gałką. Warczenie zdziczałych psów miesza się z
przeraźliwym wrzaskiem rozszarpywanego mężczyzny. Ostatni,
decydujący ruch ma przywódca stada. Oddala się o parę metrów, po
czym jak opętany wpada na ofiarę i wgryza mu się w klatkę
piersiową. Człowiek dotąd walczący, broniący się do końca,
wydaje z siebie ostatni jęk żalu po czym pada na ziemię
śmiertelnie zmasakrowany. Nastaje głucha cisza. Nagle ciszę
przerywa przeraźliwy ryk i z martwego ciała zaczyna uchodzić
dusza. Unosi się przez chwilę nad ziemią. Zatacza okrąg i oddala
się w stronę światła. Zaczynają zlatywać się sępy. Z
zadowoleniem rozszarpują resztki ciała zamordowanego człowieka.
Najedzone ptaszyska odlatują. Słychać jeszcze przez chwilę
szelest ich skrzydeł na niebie. Znów nastaje martwa cisza. Nie ma
już ani śladu masakry. Jedynie oko dalej spoczywa w tym samym
miejscu. I powolutku kapią z niego łzy…
--------------------------------------------------------------------------------
Milly xx
*o* <-- moja mina, gdy czytałam. Ciekawe co dalej ^^
OdpowiedzUsuń