20 marca, 2014

PIES, CISZA, TY I JA

Biała poduszka. Brudne łapy. Pies. Wynoś się. Ile razy ci mówiłam, że psa ma nie być w domu? I tak w kółko. Jeden raz, drugi raz, trzeci. Pies wypada z domu jak porażony. Ucieczka. Byle jak najdalej stąd. Ale nie, czekaj. To nie ta bajka. Wraca. Wiedziałam, że wróci. Zawsze wraca. Tylko jakby inny. Mądrzejszy. I ten błysk w oku. Zawsze będę go pamiętać. Życie. Pojęcie względne. Piękne. Złe. Dobre. Długie. Smutne. Można by tak długo. Dla mnie jest wszystkim. Kolejny dzień mija. Wszystko jest takie samo. Moje myśli błądzą wokół tylu ważnych spraw. Nieważnych także. Siadam przy stole. Jest piąta rano. Cisza. Spokój. Ciche mruczenie kota. Pies drapie w drzwi. Ciekawe czy dziś coś powie. On. Ten on. Zawsze coś mówi. Nie rozumiem. Ma dziwne podejście do życia. Jest do mnie podobny. Nasze dusze współgrają. Dźwięk gitary. Perkusja. Gra dusz. Naszych dusz. Ale nie potrafię do niego dotrzeć. On do mnie też nie. Może kiedyś. Może nigdy. Widzę. Wraca. Rozpływa się we mgle. Cień, jasny cień. Nicość. Wkładam do torby książkę. Jakaś biografia. Tacie by się spodobała. Wychodzę. Pies. Smycz. Klucze. Zgrzyt zamka. Nie zapomniałam. Krok za krokiem. Przedzieram się przez ciemność. Nastaje świt. Słońce. Horyzont. Myśli. Boli mnie głowa. Przedziera moje wnętrze. Ból. Niemiłosierny ból. Majaczę. Widzę tabun ogromnych zwierząt. Konie. Setki koni. Tysiące. Miliony. Szarżują w moją stronę. Strach. Ogromny strach. Są blisko. Coraz bliżej. …………….. Cisza. Martwa cisza. Mrok. Nagle ktoś wyłania się z ciemności. Przemawia niewyraźnie. I milczy. Znów przemawia. Jego głos mnie uspokaja. Każe mi wracać. Ale gdzie? Dokąd? Tam. Gdzie? W którą stronę? Mój mózg zaraz eksploduje. Wracam. Wróciłam. Pot. Zmęczenie. Spokój. Drgawki. Taniec wroga. Wściekły taniec wroga. Czuję, odchodzi. Powoli, ale odchodzi. Już go nie ma. Odszedł. Siódma trzydzieści. Świta. Słyszę dzwoniący w uszach dźwięk dzwonka. Szkoła. Uczniowie. Dużo uczniów. Ktoś mnie popycha. Upadam. Lepki, czerwony płyn wydostaje się z mojego kolana. W oddali słychać krzyk. Ktoś idzie. Może biegnie. Nic nie czuję. Łzy. Policzki. To ja- płaczę. Ale nie wiem dlaczego. Widzę go. Klęka przy mnie. Patrzy. On. Uśmiech. Strach. Ból. Szczęście. Słyszę na przemian:
-Co się stało? Nic jej nie jest? Kto to?
A on mówi tylko: 
-Ciii. Wszystko będzie dobrze. 
On rozumie. Bez słów. Nagle z odrętwienia budzi mnie przeraźliwy ból ręki. Płacz. Krzyk. Znowu przyszli. To ci którzy tańczą. Tańczą i nic nie czują. Krzywdzą. Bezsilność. Ból. Strach. Bezsilność. Ból. Strach. I tak na zmianę. Pauza.
Otwieram oczy. Białe ściany. Słyszę kroki. Pokój. Duży pokój. Małe, białe łóżko. Ja. Skrzypnięcie drzwi. On. Cisza. Bez słów. Bez gestów. Oczy. Zrozumienie. Uścisk dłoni. Jedność.
 --------------------------------------------------------------------------------------
                                                                                                            Milly xx.
 

1 komentarz:

  1. Dość nietypowe to opowiadanie ;)
    Czyta się przyjemnie. Nie jest to jakaś przeciętna historyjka. Widać, że masz pomysł na to, co piszesz ♡
    Btw. czytam dalej, bo ciekawie się zapowiada.
    Jeśli byłabyś zainteresowana to zapraszam na moje fanfiction. Beznadziejne jest, ale cóż... my-harry-styles.blogspot.com
    @happy_alexxx

    OdpowiedzUsuń