Biała poduszka. Brudne łapy. Pies. Wynoś się.
Ile razy ci mówiłam, że psa ma nie być w domu? I tak w kółko. Jeden raz, drugi raz, trzeci.
Pies wypada z domu jak porażony. Ucieczka. Byle jak najdalej stąd.
Ale nie, czekaj. To nie ta bajka. Wraca. Wiedziałam, że wróci.
Zawsze wraca. Tylko jakby inny. Mądrzejszy. I
ten błysk w oku. Zawsze będę go pamiętać. Życie. Pojęcie względne. Piękne.
Złe. Dobre. Długie. Smutne. Można by tak długo. Dla mnie jest
wszystkim. Kolejny dzień mija. Wszystko jest takie samo. Moje myśli
błądzą wokół tylu ważnych spraw. Nieważnych także. Siadam
przy stole. Jest piąta rano. Cisza. Spokój. Ciche mruczenie
kota. Pies drapie w drzwi. Ciekawe czy dziś coś powie. On. Ten on.
Zawsze coś mówi. Nie rozumiem. Ma dziwne podejście do życia. Jest
do mnie podobny. Nasze dusze współgrają. Dźwięk gitary.
Perkusja. Gra dusz. Naszych dusz. Ale nie potrafię do niego dotrzeć.
On do mnie też nie. Może kiedyś. Może nigdy. Widzę. Wraca.
Rozpływa się we mgle. Cień, jasny cień. Nicość. Wkładam do
torby książkę. Jakaś biografia. Tacie by się spodobała.
Wychodzę. Pies. Smycz. Klucze. Zgrzyt zamka. Nie
zapomniałam. Krok za krokiem. Przedzieram się przez ciemność.
Nastaje świt. Słońce. Horyzont. Myśli. Boli mnie głowa.
Przedziera moje wnętrze. Ból. Niemiłosierny ból. Majaczę. Widzę
tabun ogromnych zwierząt. Konie. Setki koni. Tysiące. Miliony.
Szarżują w moją stronę. Strach. Ogromny strach. Są blisko. Coraz
bliżej. …………….. Cisza. Martwa cisza.
Mrok. Nagle ktoś wyłania się z ciemności. Przemawia niewyraźnie.
I milczy. Znów przemawia. Jego głos mnie uspokaja. Każe mi wracać.
Ale gdzie? Dokąd? Tam. Gdzie? W którą stronę? Mój mózg zaraz
eksploduje. Wracam. Wróciłam. Pot. Zmęczenie. Spokój. Drgawki.
Taniec wroga. Wściekły taniec wroga. Czuję, odchodzi. Powoli, ale
odchodzi. Już go nie ma. Odszedł. Siódma trzydzieści. Świta.
Słyszę dzwoniący w uszach dźwięk dzwonka. Szkoła. Uczniowie.
Dużo uczniów. Ktoś mnie popycha. Upadam. Lepki, czerwony płyn
wydostaje się z mojego kolana. W oddali słychać krzyk. Ktoś
idzie. Może biegnie. Nic nie czuję. Łzy. Policzki. To ja- płaczę.
Ale nie wiem dlaczego. Widzę go. Klęka przy mnie. Patrzy. On.
Uśmiech. Strach. Ból. Szczęście. Słyszę na przemian:
-Co
się stało? Nic jej nie jest? Kto to?
A
on mówi tylko:
-Ciii. Wszystko będzie dobrze.
On rozumie. Bez słów.
Nagle z odrętwienia budzi mnie przeraźliwy ból ręki. Płacz.
Krzyk. Znowu przyszli. To ci którzy tańczą. Tańczą i nic nie
czują. Krzywdzą. Bezsilność. Ból. Strach. Bezsilność. Ból.
Strach. I tak na zmianę. Pauza.
Otwieram
oczy. Białe ściany. Słyszę kroki. Pokój. Duży pokój. Małe,
białe łóżko. Ja. Skrzypnięcie drzwi. On. Cisza. Bez słów. Bez
gestów. Oczy. Zrozumienie. Uścisk dłoni. Jedność.
--------------------------------------------------------------------------------------
Milly xx.
Dość nietypowe to opowiadanie ;)
OdpowiedzUsuńCzyta się przyjemnie. Nie jest to jakaś przeciętna historyjka. Widać, że masz pomysł na to, co piszesz ♡
Btw. czytam dalej, bo ciekawie się zapowiada.
Jeśli byłabyś zainteresowana to zapraszam na moje fanfiction. Beznadziejne jest, ale cóż... my-harry-styles.blogspot.com
@happy_alexxx