13 grudnia, 2014

ZAPACH WOSKU

Miałam sen. Była noc. Jeszcze nigdy nie widziałam takiej ciemności. W całym pomieszczeniu było zapalone tylko jedno słabe światełko. Maleńki płomień świeczki. Zapach wosku unosił się w powietrzu sprawiając, że czułam się tu prawie jak w domu. Przypomniały mi się chwile, gdy z matką siedziałam w małym pokoiku starej drewnianej chaty na skraju lasu. Gdy na drutach robiła mi szalik na zimę, bo zbliżały się już siarczyste mrozy. Pamiętam jej palce. Zmęczone, zaniedbane pracą, ciągłą pracą fizyczną, opieką nade mną i moim rodzeństwem. Z jej rąk można było wyczytać przez co przeszła, co przeżyła, ile razy upadła i ile razy się podniosła. A wszystko to robiła dla nas. Dla mnie. Dla mojego maleńkiego braciszka, śpiącego w obdartej, drewnianej kołysce przy kominku. Słyszałam wtedy jego miarowy oddech i cichy zachrypnięty głosik mamroczący coś przez sen. Jeszcze nie wiedziałam, że to jego ostatnie chwile z nami. Nie wiedziałam, że czekali na niego po drugiej stronie. Że chcieli nam go odebrać. Pamiętam jak ksiądz wynosił z domu jego drobne ciałko owinięte w białe prześcieradło. Pamiętam jak matka klęczała w progu krzycząc przeraźliwie w swojej bezradności. Pamiętam też białą trumnę, stojącą na ołtarzu. Kościół był wtedy przepełniony do granic możliwości. Było tak duszno, że nie mogłam oddychać. Chciałam biec. Chciałam stamtąd uciec jak najdalej. I nagle ujrzałam coś czego nigdy nie zapomnę. Zobaczyłam otwierające się wieko trumny i jego śliczną dziecięcą twarz. Dookoła leżały dziesiątki misiów, pluszaków i puszystych zabawek. Rozglądał się wokół z otwartą szeroko buzią, aż napotkał mój wzrok. Spojrzał na mnie i obdarzył mnie najcudowniejszym dziecięcym uśmiechem jaki kiedykolwiek dane mi było ujrzeć, po czym uniósł swoje maleńkie rączki wysoko do góry i pofrunął ponad głowy ludzi, tam gdzie wszyscy już na niego czekali. Ostatni raz obrócił się w moją stronę i jego oczy zaświeciły się małymi płomykami by dać mi znać, że wszystko jest w porządku. Z odrętwienia wyrwał mnie śpiew zgromadzonych ludzi. Nikt nawet nie drgnął. Nikt nic nie zauważył. A ja wpatrywałam się jak małe dziecko w miejsce przy suficie, gdzie jeszcze przed chwilą go widziałam.
Gdy się ocknęłam, świeczka leżała na ziemi. Pokój stanął w płomieniach.
--------------------------------------------------------------------
                                                                                        Milly xx.