Miałam
sen. Była noc. Jeszcze nigdy nie widziałam takiej ciemności. W
całym pomieszczeniu było zapalone tylko jedno słabe światełko.
Maleńki płomień świeczki. Zapach wosku unosił się w powietrzu
sprawiając, że czułam się tu prawie jak w domu. Przypomniały mi
się chwile, gdy z matką siedziałam w małym pokoiku starej
drewnianej chaty na skraju lasu. Gdy na drutach robiła mi szalik na
zimę, bo zbliżały się już siarczyste mrozy. Pamiętam jej palce.
Zmęczone, zaniedbane pracą, ciągłą pracą fizyczną, opieką
nade mną i moim rodzeństwem. Z jej rąk można było wyczytać
przez co przeszła, co przeżyła, ile razy upadła i ile razy się
podniosła. A wszystko to robiła dla nas. Dla mnie. Dla mojego
maleńkiego braciszka, śpiącego w obdartej, drewnianej kołysce
przy kominku. Słyszałam wtedy jego miarowy oddech i cichy
zachrypnięty głosik mamroczący coś przez sen. Jeszcze nie
wiedziałam, że to jego ostatnie chwile z nami. Nie wiedziałam, że
czekali na niego po drugiej stronie. Że chcieli nam go odebrać.
Pamiętam jak ksiądz wynosił z domu jego drobne ciałko owinięte w
białe prześcieradło. Pamiętam jak matka klęczała w progu
krzycząc przeraźliwie w swojej bezradności. Pamiętam też białą
trumnę, stojącą na ołtarzu. Kościół był wtedy przepełniony
do granic możliwości. Było tak duszno, że nie mogłam oddychać.
Chciałam biec. Chciałam stamtąd uciec jak najdalej. I nagle
ujrzałam coś czego nigdy nie zapomnę. Zobaczyłam otwierające się
wieko trumny i jego śliczną dziecięcą twarz. Dookoła leżały
dziesiątki misiów, pluszaków i puszystych zabawek. Rozglądał się
wokół z otwartą szeroko buzią, aż napotkał mój wzrok. Spojrzał
na mnie i obdarzył mnie najcudowniejszym dziecięcym uśmiechem jaki
kiedykolwiek dane mi było ujrzeć, po czym uniósł swoje maleńkie
rączki wysoko do góry i pofrunął ponad głowy ludzi, tam gdzie
wszyscy już na niego czekali. Ostatni raz obrócił się w moją
stronę i jego oczy zaświeciły się małymi płomykami by dać mi
znać, że wszystko jest w porządku. Z odrętwienia wyrwał mnie
śpiew zgromadzonych ludzi. Nikt nawet nie drgnął. Nikt nic nie
zauważył. A ja wpatrywałam się jak małe dziecko w miejsce przy
suficie, gdzie jeszcze przed chwilą go widziałam.
Gdy
się ocknęłam, świeczka leżała na ziemi. Pokój stanął w
płomieniach.
--------------------------------------------------------------------
Milly xx.